Przypomniało mi się. Nie chcę liczyć ostatnich czterech czy już pięciu miesięcy, bo nie jestem ja-ja, tylko ja w konkretnym układzie. Kiedy JA byłam ostatnio szczęśliwa?
Pamiętam. Pod koniec kwietnia, może w maju, w naszej posprzątanej kuchni, około 16:00, kiedy urwaliśmy się z Maćkiem z zajęć i siedzieliśmy w kuchni po obiedzie z jakiś zdrowych świeżych warzyw. Piliśmy chłodne piwo, rozmawialiśmy o tym, co robilibyśmy teraz najchętniej. Maciek chciał sadzić i pielęgnować ogród, który mi dokładnie opisywał.
Pamiętam też, że się też któregoś takiego popołudnia wybraliśmy na spacer, bo zachciało nam się lodów. Oglądaliśmy wtedy kamienice. I mimo, że byłam wtedy w innym układzie, potrafiłam w bardzo dużej części cieszyć się z rzeczy należących tylko do mnie, bez, pożal się Boże, "partnera".
Fajnie było, szczególnie dlatego, że miałam tę moc powiedzenia: spierdalaj, nie chcę cię, nie kocham. A w życiu, jak to w życiu - wszystko wraca.
No, to właśnie wróciło.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńniektórym trawa zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu
OdpowiedzUsuń