Życie uczy. Wow, niesamowite odkrycie. Ale jest niesamowite, bo życie skutecznie daje kopy w ryj za każdym razem, gdy wydaje ci się, że jest dobrze. Żeby zrozumieć co mówię, potrzebne jest małe wprowadzenie oraz przyjęcie za pewnik, że się nie uskarżam, nie marudzę i nie uważam, że mam pecha, a zły lajf mnie kłuje na każdym kroku.
Życie daje kopy w ryj, tylko wtedy, gdy się na to pozwala. Tylko wtedy, kiedy twarz znajduje się w zasięgu buta, co oznacza tylko jedno - jesteś za nisko.
Od jakiegoś czasu zauważam, że prowadzę życie pełzaka. Nisko, przy podłodze, żeby nie drażnić, nie wkurzać, nie wychylać się zbytnio. Wciskam się w konwencję pani domu, chcąc większość swoich obowiązków i ambicji upchnąć w garnkach i pralce. Zamiast pięknej, zaradnej, ambitnej i zdolnej młodej kobiety, zaczęłam smakować jak przytłoczona zdenerwowana czterdziestka spragniona emerytury.
W pracy chcę być wyjebista, w domu chcę być wyjebista, w towarzystwie chcę być wyjebista i ogólnie chcę być wyjebista. W efekcie w pracy nie wyrabiam, w domu generuję więcej syfu niż ładu, towarzystwa unikam a ze sobą czuję się tak jak każda prawie była żona Michała Wiśniewskiego - wkurwiona, zdradzona i rozczarowana.
Zapomniałam o czym miałam pisać, bo mi uleciało, ale ważne, że napisałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz