Nic nadzwyczajnego, żadnych fajerwerków, wycieczek na Teneryfę. Wystarczyły młode ziemniaki, trochę mięsa, wyjście do znajomych, koncert Queen przez otwartą szybę samochodu o 4:30 nad ranem na skrzyżowaniu, jeżdżenie autem po załzawionym Krakowie, sen w pozycji koali, fajna pobudka, obiad z rodziną, spacer, kino, kolacja w maku, rozmowa, powrót do domu, film, ściąganie dzwonków na telefon.
Wystarczyło odpuścić, spojrzeć na coś z innej, dobrej strony. Wystarczyło do tego, żebym miała tyle endorfin w krwi, co po kroplówce czekolady.
Kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz