poniedziałek, 23 stycznia 2012

Never ever.



I never meant to cause you any sorrow.
I never meant to cause you any pain.
I only wanted to one time see you laughing.
I only wanted to see you laughing in the purple rain.

niedziela, 22 stycznia 2012

Surrender

Czasami mam ochotę się poddać.
Właściwie, to poddawałam się chyba więcej razy, niż walczyłam, ale teraz walczę - stąd to uczucie.

Mam ochotę zwrócić wolność wszystkim, którym ją zabrałam. Powiedzieć: "Przepraszam, ale to za trudne dla mnie, za ciężkie, nie mam siły".

Patrzyłam przed chwilą na jakąś prześwietną stronę o gotowaniu, z pięknymi zdjęciami w kolorze pistacji i różu, z pięknym bokehem i ostrością wymierzoną co do milimetra i pomyślałam: "O, zrobię coś takiego".

Ale nie zrobię, bo jest milion powodów, by tego nie robić. Po pierwsze kończy mi się kasa na kupowanie zajebistej jakości jedzenia. Po drugie, nie zrobię tego u siebie, a u niego tak jakby już nie bywam. Po trzecie, podupadłam na duchu i średnio wierzę w moje kulinarne zdolności. Po czwarte, jestem na diecie, a przyrządzanie wymagałoby kosztowania. Po piąte, na 90%, jak zajebiste coś by mi nie wyszło, podejrzewam, że zebrałabym mały opieprz, bo pewnie trafiłabym w dzień, w którym on akurat postanowił zadbać o dietę. A po szóste, zapewne by mi nie wyszło i, i tak nie byłoby zachwytów zakończonych soczystym seksem.

Tak więc mam ochotę się poddać. Zawinąć się w kołdrę na jakąś nieokreśloną liczbę dni, na jakiś czas skasować fejsa, coby się nadmiernie nie drażnić, wyłączyć telefon. Ale nie. Nie można. Nie wolno. Nie chcę tak.

Moja forma przypomina spłaszczony placek gotowy do zeskrobania z podłogi, ale nie wiem skąd, mam jakąś silną wolę walki ze sobą, z tym co mi przeszkadza, z tym co mnie ogranicza. Rzuciłam sobie jakieś niepisane wyzwanie, że dam radę i przetrwam, i wygram, jakkolwiek by się ta walka nie skończyła.

A co robię w wolnych chwilach? Zastanawiam się, jak nie psując oczywistej jak barszcz, biurowej niespodzianki urodzinowej, przynieść tort dla pracowników. Bo urodziny mam w sobotę, więc świętowanie nastąpi albo w piątek przed, albo w poniedziałek po. I mam dylemat czy zostawać w Krakowie, czy jechać do domu. Jednak w domu cudownie, bo rodzina, mama, tort, kolacja, ale w Krakowie znajomi i świętowanie. Choć chyba można rozłożyć to na dwa dni. No i już się zastanawiam jak się ubrać, bo będą zdjęcia. I jaką niespodziankę, której się nie spodziewam będę mieć. Hihi. O ILE.



Tak, zwariowałam.

wtorek, 17 stycznia 2012

Mygyry


Mojej pani od głowy następnym razem muszę powiedzieć parę słów o tym, że chciałabym się nie wstydzić tego, że póki co, nie mam jeszcze wyższego wykształcenia, mimo, że powinnam już bardziej zbliżać się do doktoryzowania się, niż do licencjatu.

Co najlepsze, wstydzę się tego, mimo, że światopoglądowo mam w dupie to, jakie kto ma wykształcenie, bo poza medycyną, prawem, fryzjerstwem, psychologią i informatyką, nie wierzę, że studia czegoś uczą. Uczy praca, dostawanie po dupie i pierdolnięty szef, a nie kserówki skryptów i notateczki.

W dupie mam tych wszystkich wychuchanych, wyuczonych magistrów, którzy polądowali na recepcjach hosteli, w inmedio na wieczornej zmianie czy w urzędzie miasta na zaparzaczu kawy. Żadna praca nie hańbi - wiem to dobrze. Ale gdyby przez pięć lat lajtowych studiów, zabrali się choćby dwa razy do jakiegoś pisania, reporterki, czegokolwiek, dziś może robiliby karierę, albo przynajmniej trochę się rozwijali.

Nie, lepiej było kpić, że mam AŻ TRZY z dwóch możliwych nieobecności i chętnie udzielać mi porad typu: jezu, ale przerąbane że cię nie było teraz nie da ci zaliczenia, bo mówił że nie da tym którzy ostatnio nie byli".

Sękju Wam, asystentki zboczonych dyrektorów, kelnerki, portierzy, nianie. Dzięki Wam, trochę bardziej czuję, że dokądś zmierzam.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Guide me home

It's been a long time coming
But it's well worth waiting
And I raise my hand
And ask for nothing more.

czwartek, 12 stycznia 2012

Pierwszy raz jest jak nigdy

Ostatnio dużo myślę (to żadna nowość) o tym, jak postrzega się pewne rzeczy po raz pierwszy. Myślę konkretnie o jednym przypadku, bo rzadko bywam tak zaskoczona oceną drugiej osoby na podstawie pierwszego wrażenia i późniejszego poznania.

Najbardziej zaskoczył mnie fakt, jak absolutne detale są w stanie zupełnie zamącić obraz poznawanej osoby. Zwykły, niepozorny i nic nie znaczący kolczyk na początku, gdy bodźców jest mało, potrafi całkowicie zdominować poznanie. Kolczyk bo co? Bo bunt, bo emo, bo laluś, bo jakiś nieogarnięty, bo na siłę się stara być oryginalny? Na początku, te 4 milimetry metalu mają tak ogromne znaczenie, że weryfikując każdą opinię na temat tej osoby, wracasz do punktu "ale ma kolczyk".

Dzisiaj ten kolczyk, który był jednym wielkim znakiem zapytania, kwestionującym wszystko, jest taki normalny, nic nie znaczący, a momentami nawet urzekający. Właściwie, to nabrał ogromnej wartości - jest integralną częścią tej osoby i wyróżnia ją od innych. Ja lubię zimą nosić na stopach ciepłe skarpetki i nie piję wody z nieprzezroczystych naczyń. On ma kolczyk. Kiedyś, jak będę sobie przypominać obecne lata, będę sobie myśleć "A, i nosił taki mały kolczyk pod ustami".

Najdziwniejsze jednak jest to, że mam jakąś odwróconą piramidę zakochania. Normalna piramida to wielkie WOW, potem euforia, a potem zauważanie tego, jak jest nieciekawie, niefajnie, trudno, i że można by spieprzać. I że właściwie to czas najwyższy to kończyć. Teraz im głębiej w las, tym więcej drzew, zarówno tych, których nie lubię, jak i tych, które uwielbiam. Choćbym miała przez ten las błądzić godzinami nocą i cho chwila się obijać o pnie, to wcale nie chcę z tego lasu uciekać. 

Może nie ma w tym większej filozofii, której zbyt często się dopatruję, bo może po prostu po tylu latach kogoś pokochałam, nie wiem.

Poranki nie zawsze są łatwe, ale warto zacisnąć zęby i walczyć. Choćby dla uczucia, które wyzwala się w sekundzie, gdy po podniesieniu słuchawki słychać: "O której będziesz? Cieszę się, że już niedługo". Mimo, że już nigdy nie będzie jak za pierwszym razem i nigdy nie będziemy siebie bardziej ciekawi niż wtedy.

środa, 11 stycznia 2012

But for today I am a child.

One day I'll grow up, I'll be a beautiful girl
One day I'll grow up, I'll be a beautiful girl.
But for today I am a child, for today I am a boy
For today I am a child, for today I am a boy.
One day I'll grow up, I'll feel the power in me
One day I'll grow up, of this I'm sure
One day I'll grow up, I know whom within me
One day I'll grow up feel it full and pure.