wtorek, 21 lutego 2012

Pozory

Życie uczy. Wow, niesamowite odkrycie. Ale jest niesamowite, bo życie skutecznie daje kopy w ryj za każdym razem, gdy wydaje ci się, że jest dobrze. Żeby zrozumieć co mówię, potrzebne jest małe wprowadzenie oraz przyjęcie za pewnik, że się nie uskarżam, nie marudzę i nie uważam, że mam pecha, a zły lajf mnie kłuje na każdym kroku.

Życie daje kopy w ryj, tylko wtedy, gdy się na to pozwala. Tylko wtedy, kiedy twarz znajduje się w zasięgu buta, co oznacza tylko jedno - jesteś za nisko.

Od jakiegoś czasu zauważam, że prowadzę życie pełzaka. Nisko, przy podłodze, żeby nie drażnić, nie wkurzać, nie wychylać się zbytnio. Wciskam się w konwencję pani domu, chcąc większość swoich obowiązków i ambicji upchnąć w garnkach i pralce. Zamiast pięknej, zaradnej, ambitnej i zdolnej młodej kobiety, zaczęłam smakować jak przytłoczona zdenerwowana czterdziestka spragniona emerytury.

W pracy chcę być wyjebista, w domu chcę być wyjebista, w towarzystwie chcę być wyjebista i ogólnie chcę być wyjebista. W efekcie w pracy nie wyrabiam, w domu generuję więcej syfu niż ładu, towarzystwa unikam a ze sobą czuję się tak jak każda prawie była żona Michała Wiśniewskiego - wkurwiona, zdradzona i rozczarowana.

Zapomniałam o czym miałam pisać, bo mi uleciało, ale ważne, że napisałam.

sobota, 4 lutego 2012

Dwa i pół roku temu.

Mój najdroższy przyszły Mężu!

Już kiedyś do Ciebie pisałam, więc pewnie mnie pamiętasz. Nie będę pisać dużo, chciałam tylko powiedzieć, że czasem zdarza mi się o Tobie myśleć, ostatnio nawet trochę częściej. Zawsze wydaje mi się, że jesteś wysoki i że jesteś brunetem. Że dobrze pachniesz, że często nosisz szare t-shirty i że masz czarny windstopper zapinany pod szyję. Widzę Cię jak wysiadasz z samochodu pod naszym domem i mimo, że nie widzę Twojej twarzy, to wiem, że się do mnie usmiechasz.

Dziś widziałam film, i mimo, że nie jestem urodzoną podróżniczką, zapragnęłam podróży z Tobą. Akurat akcja toczyła się w Cannes i widziałam promenadę wzdłuż plaży. I pomyślałam, że chciałabym mieć jakieś miejsce tylko z Tobą. Nie, nie jestem romantyczna. To egoizm. Bo najbardziej chciałabym, żeby przyszedł taki dzień, może być nakrótszym w roku, w którym, gdy spojrzysz na mnie, pomyślisz, że chcesz wszystko ze mną dzielić i że beze mnie nic nie smakuje tak samo.

Ja już nie pamiętam jak to jest być z kimś. Pamiętam zakochanie i motyle w brzuchu, ekscytację, niejedzenie i wkładanie maksimum wysiłku w to, żeby było przefantastycznie. Ale nie pamiętam jak to było, kiedy mogłam zadzwonić do kogoś, kogo kochałam. Nie pamiętam, jakie tu uczucie jechać autobusem i przypomnieć sobie, że jest ktoś, z kim jestem szczęśliwa. I przyznam Ci się szczerze, że ciężko mi uwierzyć, że istniejesz i chodzisz po tym świecie, bo chyba nie wierzę, że kiedyś zgram się z kimś na miłość. Bo zawsze pudłuję z kochaniem.

Ale nie dlatego dziś do Ciebie piszę. Ostatnio bowiem mam dziwny zwyczaj ściągania bajek Disney'a. Dziś na fali tej mody obejrzałam pierwszy raz Wall-E, który przyznam szczerze trochę mnie znudził, ale była w nim jedna scena, bardzo krótka, bo ograniczała się właściwie do jednego gestu. Eve, robot, w którym zakochał się Wall-E dotknęła go po raz pierwszy z czułością i z tego szczęścia Wall-E stracił nad sobą kontrolę. Nim się zorientowałam, po moich policzkach płynęły strużki łez, a z rzęs kapały mi grochy, bo dostałam od studia Pixar przekaz, że czlowiek tak naprawdę w życiu szuka tylko miłości i tylko miłość potrafi tak go uszczęśliwić.

A potem, kilka godzin później, obejrzałam Toy Story, ze sceną na końcu,  w której pokazany jest przystrojony na Boże Narodzenie dom.

I wtedy właśnie pomyślałam o Tobie.

Bo chcę Cię prosić o jedną jedyną rzecz. Daj mi święta moich marzeń. Z pełnym domem, z choinką, bez pośpiechu, ze wspólnym przygotowywaniem, z ręcznie opakowanymi prezentami, z czasem dla siebie i dla wszystkich wokół, z graniem gry planszowe na podłodze, ze spacerem, z kawą w fotelu i z całusem w przelocie. To będą najszczęśliwsze chwile mojego życia.

Kocham Cię,

X.