piątek, 23 grudnia 2011

Święta

Jestem odcięta od świąt. Na kilkanaście godzin przed wigilią, jestem w stanie przypomnieć sobie jedynie dwie choinki, które widziałam. Jedną w hallu w mojej pracy, drugą w galerii handlowej. Przed chwilą robiłam plan na jutro: wstać jak najpóźniej, zjeść szybko śniadanie, nadrobić seriale... chwila, chwila! Jutro o tej porze wymęczona trawieniem po Wigilii, leżeć na plecach z siostrą u boku i z komórką w ręce odpisywać na życzenia  świąteczne. Zawsze odpisuję za późno i prawie nigdy nie wysyłam życzeń.

Nie czuję co jest jutro. Przede mną jeszcze masa zadań - posprzątanie w pokoju, żeby nie wrócić na brudne, kilka prań, pielęgnacja, pakowanie prezentów. O, właśnie przypomniało mi się, że dzisiaj kupiłam prezenty. I właśnie mi się przypomniało, że prócz śniadania jeszcze nic dziś nie jadłam.

Omijają mnie karpie w wannie, lepienie pierogów i uszek, zapachy, gonitwa, jakieś sprzeczki i odpoczynek po fizycznym zmęczeniu. Moje fizyczne zmęczenie to zmęczenie oczu i mięśni karku. Na kilkanaście godzin przed wigilią nie ma mnie nigdzie w pobliżu jakiejkolwiek bliskiej mi osoby. To trochę chujowe.

Trochę myślę o tym, że odpocznę, ale bardziej o tym, że już na drugi dzień po świętach będę musiała być w pracy. A w ogóle nie zdaję sobie sprawy z tego, że za tydzień, za jedyne siedem dni, zobaczę miasto, którego nigdy nie widziałam, a które najbardziej na świecie chciałam zobaczyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz