środa, 28 grudnia 2011

One more life with you

Walking in my silver blues, tracked the dust to you. 
I believed in something too - one more life with you.



wtorek, 27 grudnia 2011

Bez końca

Ja początkowo myślałam, że kocham go tak sobie - trochę kocham, trochę nie - może nawet nie myślałam o tym. Dom, praca, jakieś zakupy. Dużo miałam. Nie wiedziałam, że tyle. Nie mogę sobie wyobrazić, że były złe dni, okropne; że go nienawidziłam. Ja nie wiedziałam, że byłam szczęśliwa, kiedy byłam, a teraz dopiero wiem, że byłam i nie mogę się z tym pogodzić. Nie mogę.

piątek, 23 grudnia 2011

Święta

Jestem odcięta od świąt. Na kilkanaście godzin przed wigilią, jestem w stanie przypomnieć sobie jedynie dwie choinki, które widziałam. Jedną w hallu w mojej pracy, drugą w galerii handlowej. Przed chwilą robiłam plan na jutro: wstać jak najpóźniej, zjeść szybko śniadanie, nadrobić seriale... chwila, chwila! Jutro o tej porze wymęczona trawieniem po Wigilii, leżeć na plecach z siostrą u boku i z komórką w ręce odpisywać na życzenia  świąteczne. Zawsze odpisuję za późno i prawie nigdy nie wysyłam życzeń.

Nie czuję co jest jutro. Przede mną jeszcze masa zadań - posprzątanie w pokoju, żeby nie wrócić na brudne, kilka prań, pielęgnacja, pakowanie prezentów. O, właśnie przypomniało mi się, że dzisiaj kupiłam prezenty. I właśnie mi się przypomniało, że prócz śniadania jeszcze nic dziś nie jadłam.

Omijają mnie karpie w wannie, lepienie pierogów i uszek, zapachy, gonitwa, jakieś sprzeczki i odpoczynek po fizycznym zmęczeniu. Moje fizyczne zmęczenie to zmęczenie oczu i mięśni karku. Na kilkanaście godzin przed wigilią nie ma mnie nigdzie w pobliżu jakiejkolwiek bliskiej mi osoby. To trochę chujowe.

Trochę myślę o tym, że odpocznę, ale bardziej o tym, że już na drugi dzień po świętach będę musiała być w pracy. A w ogóle nie zdaję sobie sprawy z tego, że za tydzień, za jedyne siedem dni, zobaczę miasto, którego nigdy nie widziałam, a które najbardziej na świecie chciałam zobaczyć. 

czwartek, 22 grudnia 2011

Nie lubię

Bardzo nie lubię źle przełknąć tabletkę, tak, że zostawia mi "ślad pamięciowy" w przełyku, przez co potem czuję ją przez kilkadziesiąt minut w gardle.

Dziękuję za uwagę.

środa, 21 grudnia 2011

375 days challenge

1. Więcej spać.
2. Znaleźć spokój.
3. Zająć ręce.
4. Lubić ciało.
5. Zapuszczać włosy.
6. Mniej ważyć.
7. Zdobyć tytuł.
8. Dużo pisać.
9. Mało płakać.
10. Bardzo kochać.

niedziela, 18 grudnia 2011

Niedziela, która zdarzyła się w sobotę

Czyli jednak będą święta. Jedna z dwóch książek Szczygła, których jeszcze nie przeczytałam. Ledwo się powstrzymuję od pochłonięcia jej w całości, bo chcę coś zachować na trzydniową świąteczną nudę (niestety!).

piątek, 16 grudnia 2011

Jej świat

Rzadko bywam w odwiedzinach u kogokolwiek. Jeśli już bywam, to (tak jak ostatnio), zapuszczam korzenie i zostaję na czas nieokreślony. Nie lubię zbierać się do wyjścia i momentu podejmowania decyzji o odwiedzinach, ale zapomniałam, że bardzo lubię wizyty u innych ludzi.

Dwa tygodnie temu odwiedziłam moją przyjaciółkę, której mieszkanie znam bardzo dobrze. Nie było mnie w nim jakiś czas, zatem trochę rzeczy siłą rzeczy się zmieniło. Nowy regał, przesunięte biurko, nowe książki. Nie zmieniła się zawsze po brzegi pełna lodówka. Łapię się na tym, że stawiam się w w roli mieszkańca i wyobrażam sobie jak by mi się tutaj żyło. Jak by to było wstawać tutaj codziennie do pracy, jak wyglądałby weekend, jak zamuła, jak impreza, jak życie. Lato na pewno dobrze.

Dzisiaj byłam u mojej znajomej, chociaż właściwie nie mam na nią określenia, bo każde wydaje mi się bardzo nieadekwatne. Nie była to moja pierwsza wizyta, ale pierwsza taka, kiedy zamiast siedzenia w miejscu chodziłam po pokoju i oglądałam jej rzeczy. Książki na półce, pudełko z francuskiej rozlewni perfum, w której sama kiedyś byłam, buty w szafie, perfumy na półce, notes pod stolikiem, owoce, rzeczy na biurku. Drobnostki i szczegóły, ale właśnie one mi tłumaczą jakąś osobę na zrozumiały mi język.


wtorek, 13 grudnia 2011

Liebe.

Nawet jeżeli jesteśmy sobie niekompatybilni i nieprzydatni do życia, póki się kochamy, to bez znaczenia.
Gdy się przestaniemy kochać, do wojny wystarczy, że zupa będzie za słona.

środa, 7 grudnia 2011

Mission impossible

Tacy ludzie jak ja nie mogą być szczęśliwi. Nie dlatego, że mają ponadprzeciętnego pecha, albo, że nie układa im się w życiu jak powinno. Nie potrafią dlatego, że nie mogą się odnaleźć w szczęściu, bo wolą smutek. Smutek uszlachetnia, pogłębia, inspiruje. Radość jest dla tępaków. Co płynie z tego, że się cieszysz? Z tego, że nie masz wiecznie wiszącej nad głową groźby tego, że za chwilę wszystko może się skończyć? Doceniasz coś naprawdę kiedy jesteś szczęśliwy?
Nie jest tak, że wolisz stawiać się w roli ofiary, albo kogoś kto po raz kolejny musi się mierzyć z przeciwnościami losu, mimo, że jest łatwo? Że po raz pierwszy jest łatwo?
Ja mam dość i jestem zmęczona. Chcę iść spać i o niczym nie myśleć. Obudzić się zdrowa, chuda i piękna, w dobrym świecie, w którym nie jestem zakompleksioną furiatką i w którym nie łapię depresji z powodu tego, że ktoś mnie olał. Chcę mieć wyjebane na przeszłość i nie myśleć ciągle o potencjalnych tragediach z przyszłości. Chcę mieć wyjebane na sterty zdjęć, które codziennie mijam, na SMSy nie do mnie, na smutki, których nie znam, na miny, których jeszcze nie rozumiem. Chcę być spokojna.